Gdzie zjeść najlepszą zapiekankę w Warszawie?

Właściwie to tytuł powinien brzmieć: “Co to znaczy najlepsza zapiekanka?”.

Jestem świeżo po debiucie, po otwarciu swojego lokalu z zapiekankami na Bielanach. Byłem tam obecny podczas pierwszego dnia i jak to ja, wszedłem w rozmowy z wieloma Klientami. W związku z tym mam pewne przemyślenia.

Co to właściwie znaczy, że zapiekanka jest najlepsza? Przecież o gustach się nie dyskutuje, jednemu się podoba córka, drugiemu matka – i o czym tu dyskutować, to proste!

 Gdzie są najlepsze zapiekanki w Warszawie?

Dla jednych najlepsze zapiekanki są na Dworcu Centralnym, dla innych w przejściu podziemnym na Zachodnim, a jeszcze dla kogoś na Chmielnej.

I każdy ma prawo do własnego zdania. Jednak jak ktoś mówi mi, że jest najlepsza, bo jest duża – do tego stopnia, że nie może jej całej zjeść, to sorry, ale mnie to nie przekonuje.  Raczej zakwalifikowałbym taką zapiekankę do “największa”, a nie “najlepsza”, ale wiadomo, każdy ma inną miarę w ocenianiu.

Kolejna rzecz jest taka, że na Centralnym, z całym szacunkiem do miejsca, bo bardzo je lubię, ale jakbym nie musiał i z głodu nie umierał, to raczej bym tam nie jadł. Już nie chcę się zagłębiać w aferę z mięsem do kebaba przygotowywanym pod dworcem, ale po prostu zapach, który towarzyszy dworcowi, mimo generalnego czyszczenia, nie zachęca do jadania.

Róg Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej

Pewnie pamiętacie, jak jakiś czasu temu pojawiły się w Warszawie kebaby i utarła się opinia, że najlepszy jest “przy Bajce”? Kolejki były tam po kilkadziesiąt osób, przejeżdżając byłem w szoku. Oczywiście, jako znany warszawski kebabolog (wtedy początkujący), stanąłem kiedyś w tej kolejce, bo była w miarę rozsądnej długości, i zamówiłem tego “najlepszego” i co?

Apetycznie nie wyglądał, sucha buła, mięso też bez rewelacji i kapuchy naładowane. Lipsztyk! Masówka! No dramat! Ale ludzie do dziś się zachwycają, że “przy Bajce” jest najlepszy kebab w Warszawie. To powiem krótko – chyba SAPKO nie znają!

A żeby było tematycznie, to ostatnio wracałem z imprezy, przechodzę obok tego kebaba i myślę sobie – dam mu drugą szansę po latach, spróbuje. Był środek nocy to nie było kolejki. Uff…

Mówię do tego obcokrajowca, że cienki średni chcę i żeby dużo kapuchy nie ładował, bo jestem blogerem i to wszystko opisze w internecie.

Pyta mnie – “Gastronauci?” – mówię – “Lepiej, mam bloga”. A że miałem przy sobie laptopa, to byłem bardziej wiarygodny 🙂

Dobra, do rzeczy: Zrobił kozaka wielkiego, ale szczerze? Czy on był smaczny, nie sądzę, albo dobrze trachnięty byłem i nie pamiętam. Znowu “najlepszy pod Bajką” nie zdał u mnie egzaminu.

Faktem jest, że ludzie tak powtarzają – najlepszy ten czy tamten, bo ma np. dużo kliknięć na Facebooku lub ktoś powiedział im kiedyś, a oni to bezmyślnie powielają nie sprawdzając tego.

Odnoszę wrażenie, że czasami nawet niektórzy nie wiedzą, co im smakuje, a co nie, tylko muszą przeczytać na Facebooku i wtedy mogą ocenić.

Co dla mnie znaczy “najlepsza”?

Dla mnie “najlepsza” jest wtedy jak zjem np. zapiekankę i mój mózg wysyła mi sygnał “ zjedz następną” 🙂

I wcale nie powinna być jakaś kosmicznie wielka ta zapiekanka, po prostu musi być smaczna – taka, że “pragnę” kolejnej. A nie, że dostanę olbrzymią zapiekankę, którą ledwie zjem i mam się podniecać, że była najlepsza, bo największa.